Nie po to skończył*m informatykę, żeby rozmawiać z ludźmi?

 "Nie po to skończył*m informatykę, żeby rozmawiać z ludźmi." To zdanie to najgłupsze i najbardziej szkodliwe tłumaczenie ignorancji wobec umiejętności miękkich. Słyszałam je zbyt wiele razy. Oczywiście przeważnie bywa wypowiadane jako żart, ale ten żart powtarzany w nieskończoność zasiewa nam w głowie ziarno. 

Są projekty, które padły ze względu na źle dobraną technologię. Startupy, które zarżnął czysty kod. Projekty korporacyjne, które poślizgnęły się na niedojrzałych bibliotekach. Jednak to co kładzie większość projektów, to komunikacja. Niewłaściwie zebrane wymagania. Nieumiejętnie przekazane oczekiwania. Niewłaściwie przetestowany produkt. I wreszcie, mój ulubieniec: kod który robi coś innego, niż powinien. Perła w koronie inżynierów dumnie zasiadających w swoich piwnicach. Piwnicach mentalnych.




Skąd się to bierze? Z procesów. Bez względu na to, czy pracujemy w dużym korpo, czy małej firmie mamy jakieś procesy, zwyczaje i sposoby rozwiązywania problemów. To nie są wyryte w kamieniach prawa, które zostały nam dane z niebios, tylko coś co zostało wypracowane. To są najczęściej te drogi, które zakończyły się sukcesem i zostały przyjęte jako właściwe. To nie oznacza, że my bezwładnie powinniśmy się dać im ponieść.

Mieliśmy kiedyś w zespole szyld wiszący nad naszymi głowami w naszym kawałku ołpenspejsu. Szyld głosił: "Warto rozmawiać". Umieściliśmy go w widocznym miejscu, żeby nie zapomnieć. Dlaczego? Bo po każdym spotkaniu typu retrospektywa, na którym omawialiśmy problemy i drogi do ich rozwiązania, to był główny wniosek. Większośc problemów brała się z tego, że trzymaliśmy się ślepo tego, co nam się wydawało. Albo procesu. Albo zwyczaju. Albo w ogóle się nie zastanowiliśmy. Gdyby tylko ktoś zapytał / poprosił o pomoc / powiedział o problemach. Gdyby...


Komentarze

  1. Prawda nawet zgłaszając błąd pisze, że przycisk nie działa. Nie, że to był błąd programisty. Bo to atak na osobę. Każdy może mieć gorszy dzień. Wkońcu to progranmista będzie to naprawiał. Nawet tester automatyzujący nie zawsze jest w stanie to zrobić. Samo zgłoszenie błędu nie zwiększa jakości oprogramowania. Błąd trzeba naprawić. Jeśli szef pisze obrażliwie o kliencie i produkcie. To wybieram tylko setno z tej wypowiedzi wugaryzmów nie przesusuje bo tak szef napisał.Pracując z Jira może być taka sytuacja że są dwie zewnętrzna widziana przez klienta i wewnętrzna w której można pisać bardziej lajtowo i klient jej nie widzi. W tej do której ma dostęp klient trzeba uważać co się pisze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Krótki ale treściwy post. Często też sposób przekazywania wiedzy gra istotną rolę. Coś dogadane na tak zwaną gębę na planowaniu...
    Wydaje mi się że umiejętność przekazywania wiedzy wiąże się z umiejętnością wypowiadania się. Ciężko czasem niektórych zrozumieć a innym głupio zapytać kolejny raz...
    W DDD zaś ubiquitous language odgrywa istotną rolę, niestety jedni dany termin rozumieją w ten sposób inny zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też wielokrotnie słyszałam to zdanie jako żart. Sama nawet opowiadałam, gdy padał kontekst jakiegoś supermózga ze ścisłych nauk, który stwierdzał w swym mega inteligentnym przekonaniu, że nie musi umieć rozmawiać z innymi ;D
    W skrajnych przypadkach niestety, ludzie potrafią użyć tego wyrażenia by się usprawiedliwić, że ci z wysokim IQ naturalnie nie rozumieją się z szaraczkami, więc czują się zwolnieni z komunikacji (bo po co, przecież przeciętny człowiek nie zrozumie, nie ma takiego IQ).

    Obok samego rozmawiania zauważyłam, że problemami mogą być inne kwestie. Na przykład to, że ktoś niekoniecznie słucha, nie poświęca uwagi na wysłuchanie i zrozumienie. Albo na przykład różnice osobowościowe, gdzie naprawdę ciężko dotrzeć z komunikatem do osoby o bardzo silnych przekonaniach i niechętnie zmieniającej zdanie nawet w świetle mocnych argumentów. Ludzie się emocjonują, obrażają, chowają urazy to komplikuje sprawy.

    Przestałam się dziwić, gdy zaczęto mówić, że umiejętności miękkie mogą być/są ważniejsze od twardych, technicznych.

    OdpowiedzUsuń
  4. I znowu w punkt;).
    Dla mnie szczególnie. Jestem z branży HR i już teraz widzę, jak ogromny problem mamy z komunikacją. Patrzmy na to co wymusił covid. Nie widzimy się, nie możemy odczytać na Skype naszych emocji. Uczymy się porozumiewania się z sobą zdalnie. To nie jest łatwe. Zaczął nam przeszkadzać brak kontaktu a kiedyś praca zdalna była benefitem. Dziś tak nie jest.
    Kiedyś mała kawka w socjalu załatwiła sprawę. A teraz jej nie ma. Uczymy się komunikować. Inaczej. I docenilismy kontakt bezpośredni.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Spięte poślady polskiego IT?

3 rzeczy, które zmieniły moją programistyczną karierę...

Jak próbowanie nowych hobby uratowało moje programistyczne życie?