Czego nauczyło mnie wyzwanie #30devstories

Jeszcze niedawno Instagram był uważany przez ludzi w IT za miejsce dla influencerów modowych i fotografów. Nie ma jak stary dobry czarny ekran, obrazki są dla słabych xD Używam tej aplikacji od dawna, ale głównie do celów prywatnych. Ostatnio coraz częściej wrzucałam tam rzeczy związane z programowaniem. O dziwo okazało się, że jest tam spora społeczność branżowa. Jak duża i otwarta jest ta społeczność, miało się dopiero okazać.


Kiedy Krzysiek Jendrzyca i Adrian Piętka zaczęli akcję #30devstories, od razu podjęłam to wyzwanie. Nagranie trzydziestu historyjek na tematy około informatyczne brzmiało dla mnie jak świetny plan na miesiąc. To było to trudniejsze, niż myślałam, ale o tym za chwilę. Jak tylko zaczęłam nagrywać, wiele osób zaczęło oglądać moje codzienne "storyski" i pisało do mnie z prośbą o nominację. Zostałam nawet oficjalnie matką chrzestną wyzwania, bo promowałam je tak mocno, że sporo osób myślało, że to wyszło ode mnie. Na pewno wielki wpływ na sukces #30devstories mieli Kuba Mrugalski i Andrzej Krzywda, którzy mocno je lansowali. Kuba zrobił nawet pierwszą stronę wyzwania https://30devstories.crd.co.

Raz na wozie, raz pod


Pierwsze kilkanaście dni poszło łatwo. Codzienne nagrywanie uczyło mnie wielu rzeczy. Założyłam sobie limit 60 sekund, żeby przekazywać wiedzę w pigułce. To jest trudna sztuka! W tak krótkim czasie trzeba przedstawić temat w sposób tak klarowny, żeby wszyscy złapali przekaz i wyciągnęli z niego wartość. Czasem przypominałam sobie argumenty po fakcie. Zaczęłam więc notować rano temat, o którym chcę powiedzieć i w ciągu dnia dopisywałam do niego notatki. Przeważnie pod wieczór zbierałam je i układałam w spójną całość. Szło gładko, ale nadeszły też gorsze dni.

Codzienne nagrywanie to nie tylko notatki i przekazywanie wiedzy, ale też pokazanie swojej twarzy do kamery. Kiedy nie czujesz się najlepiej, wyglądasz kiepsko, albo nie masz czasu, to nie brzmi jak wymarzone zadanie. Jeśli do tego dołożyć niedoskonałe aplikacje, które czasem coś pomieszają, czasem nie działają jak trzeba, jest ciężko. Instagram dzieli filmy na 15-sekundowe kawałki, więc u mnie było ich codziennie 4. Przeważnie Instagram wrzucał je we właściwej kolejności, ale czasem zamieniał, więc musiałam dodać film, opisy i hasztagi jeszcze raz. Możesz sobie wyobrazić moją wielką radość w takich chwilach.

Używałam aplikacji Clipomatic do generowania napisów. Chciałam, żeby osoby, które akurat nie mają przy sobie słuchawek też mogły wchłonąć cały przekaz. To też trzeba było sprawdzać, bo rozpoznawanie mowy może płatać figle. Niby mam niezłą dykcję, ale dla aplikacji "kudosy" to "kutasy" i już, nie mówiąc o 30devstories. Chciałam takie rzeczy wyłapywać przez wypuszczeniem w świat. Czasem podczas nagrywania aplikacja niby pokazywała, że generuje tekst, ale potem okazywało się, że żadnych napisów nie zapisała. Wtedy nagrywałam jeszcze raz. I jeszcze raz. Oprócz tego do każdego fragmentu dokładałam zdanie komentarza, bo sama chętnie czytam takie skróty. Tworzenie było więc dość czasochłonne. To znaczy czasem to było 5 minut razem z wrzuceniem na Instagram, a czasem ponad pół godziny walki z aplikacjami. Plus czas na przygotowanie. 

Nie tylko nagrywanie


Starałam się też brać udział w wyzwaniu jako widz. Codziennie przeglądałam historyjki innych osób i dzieliłam się nimi, żeby moja społeczność miała okazję poznać kogoś nowego. To też zajmowało mnóstwo czasu, zwłaszcza, że mało kto miał minutowy reżim xD Ale nie żałuję tego czasu, bo dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy i poznałam mnóstwo pozytywnych osób. 

Wiem, że wiele osób gdzieś w trakcie przestało nagrywać i jakoś szczególnie mnie to nie dziwi. Nawet jeśli uważasz, że masz fajne rzeczy do powiedzenia (zazwyczaj masz, ale możesz myśleć inaczej), to różne problemy mogą skutecznie zniechęcać. Ja robiłam sobie przerwy, ale zawsze po dniu, czy weekendzie bez nagrywania, wracałam do wyzwania. Dyscyplina w talentach Gallupa jest u mnie na 27 z 34 miejsc, ale nie dałam się zniechęcić. Na pewno pomagali widzowie i inni uczestnicy. Dostawałam wiele wsparcia, wiele osób nagrywało swoje historyjki w oparciu o moje i powstawały z tego ciekawe dyskusje. No i cały czas dołączali nowi ludzie. Często oznaczali mnie i mówili, że ja ich zainspirowałam do działania. To jak miałam dalej nie nagrywać? Ostatecznie nie udało mi się, ja to po prostu zrobiłam ;-) 

Dlaczego warto?


Ten (ponad) miesiąc to był wymagający, ale fantastyczny czas. Poznałam wiele osób, dotarłam do nowych odbiorców, którzy nie tylko oglądali moje historyjki, ale też vloga i inne materiały. Ja też się dużo nauczyłam o uczeniu maszynowym, frontendzie, czy kosmosie :) Wiele przykładów pokazało, że kiedy ludzie zaczynali oglądać cudze filmy, sami w pewnym momencie też ulegali i zaczynali nagrywać. To pokazuje jak fajna społeczność zgromadziła się na Instagramie. Przez cały miesiąc czułam wyłącznie wsparcie. Ludzie komentowali, uzupełniali, dyskutowali ze sobą, ale wszystko było bardzo pozytywne. Jeśli jesteś w branży, to wiesz, że nie wszędzie tak jest. Polecam Instagram nie tylko jako źródło doznań estetycznych (choć oczywiście nie brakuje tam pięknych zdjęć), ale przede wszystkim jako źródło wiedzy przekazywanej przez pasjonatów i specjalistów. Ciągle jeszcze można dołączać, wjedź na stronę https://30devstories.pl, zainspiruj się i nagrywaj!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Spięte poślady polskiego IT?

3 rzeczy, które zmieniły moją programistyczną karierę...

Jak próbowanie nowych hobby uratowało moje programistyczne życie?