Czego się nauczyłam robiąc niedoskonałe rzeczy?

Kiedyś byłam perfekcjonistką. Perfekcjoniści nie robią wszystkiego doskonale. Nie robią nic. Chcą wszystko robić doskonale, ale rzadko jest to możliwe, więc nie ryzykują. Snują plany i wizje, które nigdy nie zostają zrealizowane. Zbiegło się to z początkami mojego wypalenia zawodowego. Przypadek?

Po co mi te kajdany?


Kiedy już przerobiłam ten temat na terapii czułam się trochę tak, jakby ktoś odpiął mi ciężkie kajdany. Te kajdany były ze mną od wielu lat i były coraz cięższe. Kiedy zabierałam się za jakikolwiek projekt, najpierw myślałam co może pójść nie tak. Nieważne, czy organizowałam warsztaty z programowania, czy malowałam obraz. Bałam się, że to nie wyjdzie i... no właśnie. Co najgorszego może się stać? Co ucierpi, jeśli moje dzieło będzie słabe. Chyba tylko moje ego.

Zmiana priorytetów pomogła mi realizować więcej pomysłów, czasem nawet dość... niecodziennych. Przestałam się blokować i obawiać krytyki. Skoro wiem, że robię rzeczy niedoskonałe, to żadna krytyka nie może mi zaszkodzić. Pozytywna i konstruktywna informacja zwrotna może tylko poprawić to co robię.


Czy to znaczy robienie rzeczy byle jak? 


No co to, to nie. Wkładam całe serce w realizowane przeze mnie projekty. Są jednak rzeczy, o których nie wiem na początku, albo drogie sprzęty, których nie chcę kupować od razu. Podczas pierwszego webinaru moim głównym źródłem światła była lampa halogenowa na suszarce do prania, okryta kawałkiem prześcieradła. Dopiero po dwóch, czy trzech próbach postanowiłam spełnić wymagania ppoż oraz ułatwić sobie życie, kupując lampę pierścieniową.

Jakie to ma konsekwencje? 


Ciężko jest mi słuchać wymówek ludzi, którzy chcieliby coś zrobić, ale wciąż nie robią. Ciągle przypomina mi się Gdzie tak pięknie? Łony i Webera. "Cały mój kraj zamknięty w gdyby". Poza tym jest tylko lepiej. Zaczynam realizację projektów szybkiej. Kiedy coś już ułoży mi się w głowie, zaczynam od razu. Z tym co mam w danej chwili, albo minimalną inwestycją finansową.



Tak było na przykład z moimi rozmowami Beyond Code. Od momentu, w którym postanowiłam, że to robię, do nagrania i obrobienia dwóch filmów minął tydzień. Jasne, że miałam dużo szczęścia, że akurat Piotrek i Beata mogli i chcieli się ze mną spotkać. Ale nawet gdyby to się przeciągnęło, miałabym poślizg 2 tygodni, a nie 2 lat :) Teraz wyciągam wnioski i planuję, co zmienię w kolejnych odcinkach. W ten sposób mam dostęp do wiedzy innych osób, które przychodzą do mnie z informacją zwrotną. Gdybym chciała wszystko od razu zrobić doskonale, byłabym ograniczona do swojej wiedzy.

Efekt uboczny


Jest też cała masa rzeczy, których uczę się po drodze. Pół roku temu nie wiedziałam jak się składa filmy, co trzeba zrobić, żeby wrzucić podcast i jak zorganizować wyzwanie dla 300 osób. Dzisiaj to umiem. Wiem też, czego mogę się nauczyć żeby to robić lepiej. Każdego dnia poprawiam przynajmniej jedną małą rzecz. Czy to nie jest tak, jak z programowaniem? Nie da się wszystkiego od razu robić doskonale, lepiej zacząć działać tam gdzie się jest, niż czekać w nieskończoność na właściwe okoliczności.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spięte poślady polskiego IT?

Jeden pozytywny komentarz, czyli polski koder nie ma luzu

3 rzeczy, które zmieniły moją programistyczną karierę...