Programowanie na żywo, czyli o matko kochano

Ostatnio robię dużo dziwnych rzeczy. To znaczy może całkiem normalnych, ale dla mnie dość niecodziennych. To sprawia, że ciągle się czegoś uczę i przekraczam swoje kolejne granice. Sprawia też, że nieustannie opuszczam swoją strefę komfortu. Na dłuższą metę to bardzo dobrze. A na krótszą?

W tym tygodniu postanowiłam rzucić się na naprawdę głęboką wodę i przez pięć dni kodować na żywo. Oczywiście zdalnie, bo wszyscy siedzą grzecznie w domu. Codziennie rano wstaję, praktykuję jogę (też online) i siadam do komputera, kamery i mikrofonu, żeby pokazać jak wygląda mój proces Test Driven Development (TDD). Bałam się tego bardzo. Bałam się tego, że wszystko mi się wysypie, że zawieszę się i nie będę potrafiła iść dalej, albo że ludzie źle to przyjmą. Okazało się jednak, że wiele osób chce to oglądać i angażować się w proces rozwiązywania problemu. Samemu przez to można się wiele nauczyć.

Nie tak szybko


To nie jest tak, że usiadłam do klawiatury w poniedziałek o 8:30 i na spontanie wymyśliłam co chcę zrobić. Spontaniczność nie jest moją supermocą. Taka sytuacja zapewne skończyłaby się nieciekawym doświadczeniem obu stron. Programowanie jest trudne, ale to nie jest jedyny trudny element. Prowadzenie webinaru jest trudne. Trudno jest mówić i pisać w tym samym czasie, równocześnie zerkając na komentarze. Nie polecam robić tego wszystkiego po raz pierwszy podczas jednej transmisji.



Mi było trochę łatwiej, bo już prowadziłam webinary i miałam opracowaną techniczną część tego przedsięwzięcia. Programowałam nawet na żywo przed zespołem. Nagrywałam też pisanie kodu. Miałam jednak strasznego pietra, zwłaszcza przed pierwszym coding dojo na żywo. Przećwiczyłam sobie rozwiązanie problemu i wydrukowałam ściągę. Nie dlatego, żeby pokazać jak dobrze wszystko umiem, tylko żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo zacięcia się i marnowania czasu wszystkich zgromadzonych.

Muszę przyznać, że całkiem ciekawie to wyszło, chociaż ten tydzień potoczył się trochę inaczej, niż zakładałam na początku. To był na pewno dobry pomysł, chociaż już czuję, że w weekend będę dużo odpoczywać, bo jednak sporo mnie to kosztowało. Mimo bycia w 97% ekstrawertykiem (według testu MBTI), taka ilość spotkań i robienie rzeczy na maksa mocno mnie absorbuje.

Chcesz zrobić swój pierwszy webinar? Pamiętaj o tych trzech rzeczach:


1. Zapytaj, czy jest popyt na temat, który masz w głowie. Ktoś musi przyjść Cię oglądać. Ale nie spełniaj wszystkich marzeń, nie jesteś zupą pomidorową.

2. Przygotuj się. Sprawdź wcześniej oprogramowanie, mikrofon, kamerę itd. Chcesz się skupić na merytorycznej części, a nie dokładać sobie stresu.

3. Wyluzuj. Ludzie są wyrozumiali, naprawdę! Nikt z nas nie robi wszystkiego doskonale i Ty też nie próbuj. Weź głęboki oddech. Podziel się wiedzą, którą masz, bo ktoś z niej może korzystać.


Komentarze

  1. - Dobra kryjówka jest jak pomidorówka.
    - Dlaczego?
    - Bo pomidorówka też jest dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ludzie są różni, niektórych nadają się do pracy pod presją czasu, inni nie. Ja zdecydowanie wolę wszystko robić na spokojnie, wtedy jestem najbardziej efektywna;) Fajny blog, wszystko tak od środka pisane;) Ciekawym miejscem jest też https://ermlab.com, wdrażają tu różne rozwiązania dla biznesu.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Spięte poślady polskiego IT?

3 rzeczy, które zmieniły moją programistyczną karierę...

(błagam) Zacznij występować na konferencjach!