Twórz, a ludzie przyjdą i to docenią!

Kilka miesięcy temu napisałam o jednym pozytywnym komentarzu moich działań w blogosferze. Od tamtej pory usłyszałam wiele ciepłych słów o swojej pracy. Głównie dlatego, że robię dużo więcej. Przestałam się zastanawiać, czy jestem już wystarczająco dobra i czy wiem już wystarczająco dużo. Bo nigdy nie będę wiedzieć wszystkiego. Czy to oznacza, że nie mam się czym dzielić? Czy tylko niepodważone autorytety mają prawo do tworzenia swoich treści? Czy w takiej branży jak IT takie osoby w ogóle istnieją?

Ostatnio zaczęłam czytać książkę Do the Work Pressfield'a, który jest pisarzem i oprócz tego, że tworzy powieści i scenariusze, dzieli się przemyśleniami jak wziąć się do roboty. Twierdzi, że zdobywanie wiedzy bywa formą prokrastynacji. Kiedy patrzę wstecz na swoje (najczęściej nieudane) projekty, to faktycznie widzę, że kiedy bardzo bałam się zrobić choćby jeden krok, kupowałam książki i czytałam nieskończenie wiele artykułów. Na tym najczęściej się kończyło, bo mój entuzjazm opadał. Rada Pressfield'a jest taka, żeby badać temat równocześnie z działaniem. Wtedy zaspokajamy swoją ciekawość w temacie, mamy pewność, że nie robimy kardynalnych błędów, ale ciągle poruszamy się naprzód.

Komisarz Forst, bohater powieści Mroza, gasi tylko te pożary, które płoną w tej chwili. Ponieważ nie do końca wiadomo, co przyniesie przyszłość (zwłaszcza w przypadku szalonego komisarza), nie warto zbytnio martwić się tym, jak rozwiązać przyszłe problemy. Opłaca się przejąć to podejście i przestać wymyślać, co może pójść nie tak. Lepiej zacząć tworzyć, stawiać małe kroki i uczyć się po drodze. Umówmy się, że większość z nas nie pracuje nad rakietami, albo systemami do ratowania ludzkiego życia, a spinamy się, jakby tak właśnie było. Moja znajoma skarżyła się ostatnio na stres pracy i ktoś zapytał ją, czy jest kardiochirurgiem. Kiedy uświadomiła sobie, jak małe są jej problemy, stres odszedł w niepamięć. Mam wrażenie, że uważamy, że jesteśmy bardzo ważni i nasza praca jest bardzo ważna i dlatego skaczemy sobie do oczu w przypadku odmienności poglądów.

Prawda jest taka, że dla każdego twórcy jest miejsce i każdy znajdzie swoją publiczność. Nie będziesz mieć od razu zasięgów Maćka Aniserowicza, ale - dla choćby jednej osoby, która nauczy się z Twoich materiałów - warto to robić. Swoją drogą Maciek tworzy materiały od kilkunastu lat. KILKUNASTU LAT. Czy to oznacza, że przyszła jakaś kapituła polskiego IT i nadała mu prawo dzielenia się wiedzą? Oczywiście, że nie (chociaż bardzo chciałabym kiedyś zobaczyć podobną ceremonię xD). Bądź jak Maciek, wybierz swoją drogę, a potem konsekwentnie nią podążaj. Bądź też jak Komisarz Forst i gaś tylko te pożary, które absolutnie tego wymagają w tej chwili!

Komentarze

  1. No nie do końca jest tak, że jak spędzisz nad blogiem dużo czasu, to będą zasięgi. Mówię to z perspektywy prawie 13 lat blogaskowania (od kwietnia 2007). Były czasy gdy pisałem dużo i praktycznie codziennie, były czasy gdy pisałem długo i bardzo technicznie. I jakoś tych zasięgów nigdy nie było.
    Moja mała rada – bez zaplecza marketingowego nawet nie myśl o zasięgach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Koziołek, a czy ktoś wiedział, że piszesz tego bloga? :) w 2007 nie było reklam na Fb, jak docierałeś do potencjalnych czytelników?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego właśnie mówię o zapleczu marketingowym. Ono jest tak naprawdę kluczem do sukcesu, a nie treści. Szczególnie jeżeli piszesz w języku innym niż angielski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem wartość musi iść w parze z marketingiem, żeby ludzie czytali, podawali dalej i wracali.

      Usuń
    2. Wracać będą, ale nie dzięki wartości samej w sobie. Nie w 20XX i nie na blogi.

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Spięte poślady polskiego IT?

3 rzeczy, które zmieniły moją programistyczną karierę...

(błagam) Zacznij występować na konferencjach!